Dziś znów przeczytałam. I znów wstrząsnął.
Jest to bardzo po męsku, przynajmniej napisane. Ale odzwierciedla ułamek doświadczenia bliskiego i mnie.
Widzianego zupełnie z innej perspektywy...ale jednak. "Bez".
Różewicz Tadeusz
Bez
największym wydarzeniem
w życiu człowieka
są narodziny i śmierć
Boga
ojcze Ojcze nasz
czemu
jak zły ojciec
nocą
bez znaku bez śladu
bez słowa
czemuś mnie opuścił
czemu ja opuściłem Ciebie
życie bez boga jest możliwe
życie bez boga jest niemożliwe
przecież jako dziecko karmiłem się
Tobą
jadłem ciało
piłem krew
może opuściłeś mnie
kiedy próbowałem otworzyć
ramiona
objąć życie
lekkomyślny
rozwarłem ramiona
i wypuściłem Ciebie
a może uciekłeś
nie mogąc słuchać
mojego śmiechu
Ty się nie śmiejesz
a może pokarałeś mnie
małego ciemnego za upór
za pychę
za to
że próbowałem stworzyć
nowego człowieka
nowy język
opuściłeś mnie bez szumu
skrzydeł bez błyskawic
jak polna myszka
jak woda co wsiąkła w piach
zajęty roztargniony
nie zauważyłem twojej ucieczki
twojej nieobecności
w moim życiu
życie bez boga jest możliwe
życie bez boga jest niemożliwe
piątek, 13 czerwca 2014
wtorek, 29 kwietnia 2014
Zdaniem antropologa Sebastiana Rypsona, autora książki „Being Poloné in Haiti”, obecny wizerunek Erzulie Dantor powstał pod wpływem dewocjonaliów, które przywieźli na Haiti (San Domingo) żołnierze z Legionów Polskich. Wysłał ich tam Napoleon Bonaparte w 1802 roku, aby stłumili bunt niewolników. Dr Andrzej Nieuważny z Uniwersytetu MK w Toruniu, specjalista od epoki napoleońskiej, przyznaje, że Czarna Madonna mogła pojawić się na medalikach czy szkaplerzykach żołnierzy, dlaczego jednak zainteresowała miejscowych? Zdaniem Sebastiana Rypsona, zadecydował o tym fakt, że woduistyczni kapłani od dawna oddawali cześć duchom wodu pod postacią chrześcijańskich świętych, płeć Czarnej Madonny wpisywała się w kult macierzyństwa i płodności, ciemny kolor skóry zbliżał ją do większości mieszkańców Haiti, a rana na policzku przypominała tradycyjne blizny, jakie wycinały sobie na ciele afrykańskie plemiona. „Ten wizerunek zaczął się upowszechniać na Haiti nie tylko wśród katolików, ale także wśród woduistów, którzy uznali, że to musi być ważna postać” – mówi prof. Leszek Kolankiewicz, kulturoznawca, antropolog, dyrektor Instytutu Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. „Ta ikona ewoluowała. Korona Matki Boskiej zamieniała się np. w pióropusz ananasa”.
http://www.focus.pl/czlowiek/swieci-przejeci-7364
http://www.focus.pl/czlowiek/swieci-przejeci-7364
poniedziałek, 10 marca 2014
Czego to ludzie nie wymyślą...
http://www.twojanumerologia.pl/numerologia-samochodu/
http://www.twojanumerologia.pl/numerologia-samochodu/
Wybierając auto zwracamy uwagę na markę, na kolor. Dokładnie dobieramy wyposażenie. Jednak mało kto przejmuje się numerami tablic rejestracyjnych. Tymczasem każdy numerolog spojrzy na tablicę, gdyż jej liczba świadczy o „charakterze” danego samochodu.
Znając energię liczb, dokonując zakupu samochodu- warto zwrócić uwagę na wibrację cyfr jakimi emanuje. Przy czym nie tylko suma liczb ma określone znaczenie, lecz również poszczególne cyfry, a nawet litery.
Sumujemy poszczególne cyfry na tablicy (dodajemy zarówno liczby jak również wartość numeryczną liter).
Przykład
KR 4278V
Obliczamy: 11 (wartość K) + 18 (wartość R) + 4+2+7+8+ 22 (wartość V) = 72= 7+2= 9
Nasz samochód jest więc „Dziewiątką”
Wartości numeryczne liter
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 |
| A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z |
czwartek, 27 lutego 2014
piątek, 21 lutego 2014
sobota, 8 lutego 2014
Tyle wygrać! Mianowicie: przeglądając repetytorium z biologii natknąć się na biogenezę.
Temat jak najbardziej w obszarze matni, ponieważ jest jedną z osi sporu o creatio.
Wszystko to hipotezy i dotąd nie udało się jeszcze doświadczalnie ich potwierdzić. Pierwszej komórki z syntezy samych zw. nie udało się póki co uzyskać laboratoryjnie. Skoki martwa materia - żywa materia oraz żywa materia - a świadoma to nadal nieuchwytne momenty. Jakkolwiek, jesteśmy chyba bliżej zagadnienia niż Pasteur, który zmagał się z teoria samorództwa. Choć - czy umiejętność opisania czegoś oznacza umiejętność wytłumaczenia? A skad:)
Niemniej jednak, pytanie Leibniza, dlaczego raczej istnieje coś niż cokolwiek, wciąż pozostaje aktualne:)
Temat jak najbardziej w obszarze matni, ponieważ jest jedną z osi sporu o creatio.
Teorii jest mnóstwo. Od obalonego niegdyś samorództwa, poprzez "ciepła kałużę" Darwina, koacerwaty Oparina, po samorzutne formowanie zw. organicznych z nieorganicznych i intelligent design. Przełomowy rok 1953 przyniósł doświadczenie Millera i Ureya, którzy skonstruowali zamknięty układ szklanych rurek, z których wypompowali powietrze, wypełniając w zamian mieszaniną wodoru, amoniaku i metanu.Po podgrzaniu kolby z gotującą się wodą i zmieszaniu pary z mieszaniną prostych cząsteczek nieorganicznych poddano magiczną miksturę działaniu wyładowań elektrycznych, skroplono i ... jak się okazało, czary mary i powstały proste aminokwasy, kwasy organiczne, mocznik i sacharoza.
Samoczynna synteza związków organicznych jest, jak widać, w pewnych warunkach możliwa. Obecnie jednak przypuszcza się, że w prababci obecnej atmosfery nie znaleźlibyśmy metanu, a węgiel występował jedynie w postaci dwutlenku - a w obecności CO2 doświadczenie Millera nie zachodzi.
Dobrze, powiedzielibyśmy, ale same związki organiczne to jeszcze nie życie.
Pewnie, ze nie. Rozchodzi się przecież o to, jak powstała pierwsza komórka.
Ta, którą przyjmuje się za potoplastę wszystkich organizmów żyjących na ziemi do dnia dzisiejszego.
Wciąż nie mogę wyjść ze zdziwienia, kiedy o tym myślę.
ta teoria jednak póki co trzyma się mocno, ponieważ na jej dowód przedstawia się mnóstwo cech wspólnych wszystkim organizmom i jednakość przebiegu procesów życiowych. Przyjmuje się się zatem, że prakomórka była beztlenowcem, preferowała wysokie temperatury, tolerowała wysokie stężenie soli i najprawdopodobniej jadła elegancko, jak heterotrof.
Nie rozumiem jedynie, skąd przypuszczenie, ze istnieje wspólny przodek wszystkich organizmów żywych? Skoro istniały odpowiednie warunki, by powstała jedna, a, racjonalizując - powstała poprzez syntezę kombinacji zw. org. które samorzutnie ewoluowały z nie tak znowu różnorodnej mieszaniny gazów pierwotnej atmosfery, dlaczego nie miałyby powstać i inne komórki? Jeśli zasady powstawania są jednakie i materiał jest ten sam, to zadziwiający jest fakt, że wszystkiemu, co dotąd żywego hasało po naszej planecie dała początek tylko jedna komórka, że była ona precedensem, który miał kontynuację, ale nie powtórzył się już nigdy.
Tibor Ganti, konstruujac model systemu żywego zauważył, ze aby powstał i mógł sprawnie funkcjonować, potrzebne są wszystkie elementy naraz, ponieważ brak któregokolwiek oznaczałby śmierć prapraprakomórki. Co nastręcza dodatkowych trudności. Zapatrywanie się na życie jako na mechanizm jest o tyle źródłem komplikacji, o ile do mechanizmu musi sprowadzać świadomość jako wytwór tego mechanizmu. Kartezjusz byłby poniekąd zachwycony, ale Darwin już niekoniecznie, bo podkreślał chaotyczność zmian. Choć - inna sprawa - w przypadku, gdy istniało niewiele substratów w zupie praoceanu materii, to i szczególnych możliwości tworzenia bardziej różnorodnych form babcia Ziemia nie miała.
Wszystko to hipotezy i dotąd nie udało się jeszcze doświadczalnie ich potwierdzić. Pierwszej komórki z syntezy samych zw. nie udało się póki co uzyskać laboratoryjnie. Skoki martwa materia - żywa materia oraz żywa materia - a świadoma to nadal nieuchwytne momenty. Jakkolwiek, jesteśmy chyba bliżej zagadnienia niż Pasteur, który zmagał się z teoria samorództwa. Choć - czy umiejętność opisania czegoś oznacza umiejętność wytłumaczenia? A skad:)
Przypomina mi się fragment tekstu Herberta pt. "List", w którym cytuje fragment listu Vermeera do Leeuwenhoeka o zastępowaniu słowa Opatrzność słowem konieczność.
A z drugiej strony stoi Kant i niemożność ucieczki od myślenia przyczynowo -skutkowego i kategorii celowości. Choć tutaj problem zasadza się na oddzieleniu przyczyny sprawczej od celowej.
Niemniej jednak, pytanie Leibniza, dlaczego raczej istnieje coś niż cokolwiek, wciąż pozostaje aktualne:)
sobota, 1 lutego 2014
Na dzis al-Ghazali. Sięgam niekiedy książkę Karen Armstrong " Historia Boga", ktora odrobinę zahacza o pseudofantastykę historii religii, a poglądy, ktore prezentuje, są infantylne, ale daje porządną dawkę inspiracji, wiedzy( jak rowniez niestety, paplaniny, z którą nie ma się nawet ochoty polemizować). Jakkolwiek dzięki Karen odrobinę rozjasniła mi się kwestia kalamu. I poznałam al- Ghazalego:)
Ale zanim słowo o nim, jeszcze pewna uwaga nt. zdumiewającego współbrzmienia pewnych zagadnień filozofii srednich wieków w trzech religiach abrahamowych. Te same zagadnienia porusza scholastyka, kalam, jak i mysl żydowska. Tak samo Tomasz wykrzykuje "słoma, słoma", jak Ibn Sina rzuca falasafę , zarówno uniwersytety Europy klócą sie o powszechniki i uniwersalia, jak i zastanawiają się nad tym zagadnieniem zajęci Arystotelesem w wersji Plotyna Arabowie. Problem stosunku istoty Boga do jego atrybutów frapuje na równi Majmonidesa, aszarytow+ mutazylitów, jak i Tomasza.
Zaś Al- Ghazali... Lubię go za dwie rzeczy. Pierwsza, mniej istotna, to jego dociekliwe badanie wszystkich odłamow kalamu, falasafy i mistycyzmu (piekny warsztat) co dalo mu krytyczne podejscie do kalamu i rozważań emanacjonistów. Al- Ghazali widział w tym naiwność (i, mam nadzieję, pychę), ładnie zbijał dogmatyczne konstrukcje (np. Pytając w jaki sposob dystans i niewiedza o ludzkim doswiadczeniu moze byc dla Odleglego Bytu Koniecznego scorem +10 do doskonalosci), wreszcie zapytał, czy ktoś kiedykolwiek miał do czynienia z produktem eksportowym Plotyna, czyli emanacją i jak ona pachnie.
Ale najbardziej lubię go za inną rzecz. Al Ghazali od tego całego kalamu popadł... w kliniczną depresję. I nawet najlepsi medycy Bagdadu nic nie wskórali!
Jak tylko o tym przeczytałam, od razu miałam ochotę go uściskać. Bardzo przyzwoita reakcja!
Ale zanim słowo o nim, jeszcze pewna uwaga nt. zdumiewającego współbrzmienia pewnych zagadnień filozofii srednich wieków w trzech religiach abrahamowych. Te same zagadnienia porusza scholastyka, kalam, jak i mysl żydowska. Tak samo Tomasz wykrzykuje "słoma, słoma", jak Ibn Sina rzuca falasafę , zarówno uniwersytety Europy klócą sie o powszechniki i uniwersalia, jak i zastanawiają się nad tym zagadnieniem zajęci Arystotelesem w wersji Plotyna Arabowie. Problem stosunku istoty Boga do jego atrybutów frapuje na równi Majmonidesa, aszarytow+ mutazylitów, jak i Tomasza.
Zaś Al- Ghazali... Lubię go za dwie rzeczy. Pierwsza, mniej istotna, to jego dociekliwe badanie wszystkich odłamow kalamu, falasafy i mistycyzmu (piekny warsztat) co dalo mu krytyczne podejscie do kalamu i rozważań emanacjonistów. Al- Ghazali widział w tym naiwność (i, mam nadzieję, pychę), ładnie zbijał dogmatyczne konstrukcje (np. Pytając w jaki sposob dystans i niewiedza o ludzkim doswiadczeniu moze byc dla Odleglego Bytu Koniecznego scorem +10 do doskonalosci), wreszcie zapytał, czy ktoś kiedykolwiek miał do czynienia z produktem eksportowym Plotyna, czyli emanacją i jak ona pachnie.
Ale najbardziej lubię go za inną rzecz. Al Ghazali od tego całego kalamu popadł... w kliniczną depresję. I nawet najlepsi medycy Bagdadu nic nie wskórali!
Jak tylko o tym przeczytałam, od razu miałam ochotę go uściskać. Bardzo przyzwoita reakcja!
poniedziałek, 13 stycznia 2014
Nie gdzie indziej, jak w Izraelu, w Hajfie, znajduje się mauzoleum Baba, twórcy babizmu, który przekształcił się w bahaizm za sprawą Baha'u'llaha. Jest to bardzo ciekawa odmiana mesjanizmu, której geneza jest dla mnie wciąż enigmantyczna. W każdym bądź razie bahaizm stanowi kolejny kafelek w mozaice wyznaniowej Persji, arcyciekawej pod względem historii religii. Ostatecznie z myśli mesjanistycznej bahaizm rozpłynął się w synkretyzm, co dziwi, bo początki obfitują w bogatą martyrologię. Zachował jednak charakter monoteistyczny. Wpisałabym go w ciekawy, niejednolity nurt związany z pojęciem Mahdiego, za którego podawał się Bab. Nurt który nie powinien był się nigdy pojawić (tj. z przyczyn czystko teologicznych) w związku faktem Pieczęci Proroków, zaś potrzeby rozbudowywania i wzbogacania surowego w formie monoteizmu mógł w jakiś sposób wynagradzać stosunek do kalifów jako kolejnych autorytetów (imamici -12, ismailici-7).
Z rozstrzelaniem Baba wiąże się legenda traktująca o jego zniknięciu, zaś przy powtónej próbie rozstrzelania - o tym, ze choć ciała Baba i jego wiernego ucznia zostały rozerwane na strzępy, ich twarze pozostały nienaruszone.
Centrum bahaizmu obecnie znajduje się w Akce w Izraelu, gdzie zmarł Baha'u'llah. Dość osobliwe, ze najważniejszy kompleks bahaistów (Hajfa, Akka, zachodnia Galilea) zdobi niegdysiejszy ostatni bastion krzyżowców...
Podobne mesjanistyczne posłannictwo głosił również Mirza Gulam Ahmad, założyciel Ahmadiji, ale ten to juz naprawdę grubo przesadził usiłując podać sie za Krysznę:) z tym, ze wiele tłumaczy fakt, ze pochodził z Pendżabu.
I..oczywiście wszyscy kojarzymy przywódcę powstania w Sudanie, Mahdiego znanego z Pustyni i w puszczy:)
poniżej mauzoleum Baba w Hajfie

środa, 8 stycznia 2014
Alterius non sit qui suus esse potest. - złota rada alchemika Paracelsusa dla pacjentów. Jakże słuszna. Kto jeszcze może... Swoim własnym? Choc to by oznaczalo, ze istnieje wlaściwy,odobno dla kazdego, sposob istnienia, ze nie jest to rzeczywistosc płynna i obojętna, a "jest" się nie dlatego, ze w tym konkretnym momencie funkcjonuje się w dany sposob, bo wplynęlo na to tysiąc czynnikow i wyborów, ale że nadal ma się przypisany jakiś modus, jakiś "swój własny". Chciałabym go mieć, a raczej, by się wreszcie urzeczywistnił.
czwartek, 2 stycznia 2014
Świąteczny czas nieodwołalnie oznacza pieczenie pierniczków.
Być może ten tytuł odwołuje się do Isztar (Asztarte), Sapas(pieczono dla niej ciacha knm, tzn. konima) Inanny[3] czy Izydy[4] choć przypisywano go później także Dianie Efeskiej. Praktykę pieczenia placuszków potwierdzają prace archeologiczne w Mari, gdzie odnaleziono formy do wypiekania ciastek w kształcie bogini[7].
Stanisław Cinal natomiast podaje, że późnej na Elefantynie żydzi czcili jako Malkat Samin, "partnerkę Jaho", boginię Anat.
[1] Jest to
jednak fragment niejasny, opisuje upadłych sędziów jako bóstwa lub odbiera
innym bóstwom władzę sądzenia
[2] Komentarz hist.kulturowy do Biblii Hebrajskiej
[3] Na jednej
z tabliczek z Amarny, w liście Tuszratty do Amenhotepa III, jest mowa o
„Isztar, pani nieba”. Egipska inskrypcja faraona Horemheba, który
przypuszczalnie panował w XIV w. p.n.e., zawiera wzmiankę o „Asztarte [Isztar],
pani nieba”. Na znalezionym w Memfis fragmencie steli pochodzącej z czasów
faraona Merenptaha (prawdopodobnie XIII w. p.n.e.) widnieje wizerunek podpisany
„Asztarte, pani nieba”. W okresie perskim w Syene (współczesny Asuan) Asztarte
była nazywana „królową niebios”. http://sadok13.blog.onet.pl/2008/08/16/krolowa-niebios/
[5] komentarz
– gwiazdy (przyp. Skrypt Pietkiewicza i Świderkówna)
[6] BH
pierścienie te tłumaczone są również jako „słoneczka”
Odrobina dekadencji.
Egipski poemat "Złamany życiem" wykazuje pewne podobieństwo do Księgi Hioba, choć opiera się ono raczej na motywie niż wyraźniej analogii. Jakkolwiek w tłumaczeniu Tadeusza Andrzejewskiego jest chwilami nawet zabawny:)
"Szaleństwem jest przekonywać człowieka zmęczonego życiem i powstrzymywać mnie przed śmiercią, gdy ona sama z siebie przychodzi."
Egipski poemat "Złamany życiem" wykazuje pewne podobieństwo do Księgi Hioba, choć opiera się ono raczej na motywie niż wyraźniej analogii. Jakkolwiek w tłumaczeniu Tadeusza Andrzejewskiego jest chwilami nawet zabawny:)
Być może to pierwszy dialog filozoficzny ludzkości, o ile duszę można uznać za rozmówcę:)
W każdym razie - absolutna perełka.
"Szaleństwem jest przekonywać człowieka zmęczonego życiem i powstrzymywać mnie przed śmiercią, gdy ona sama z siebie przychodzi."
s.41
W tym samym zbiorze opowiadań kolejne - "o dwóch braciach" - wyróżnia się wysokim podobieństwem do biblijnej opowieści o Zulejce i Putyfarze. I Józefie, rzecz jasna.
I zawiera piękny motyw kosmyka włosów - prawie jak słoty kosmyk Izoldy :)
Przy okazji polecam świetnego bloga http://historiestarozytnychcywilizacji.blog.onet.pl/
Zaś dla rozweselenia naszego smutnego Egipcjanina: http://www.youtube.com/watch?v=f55JBN3sWV0
W tym samym zbiorze opowiadań kolejne - "o dwóch braciach" - wyróżnia się wysokim podobieństwem do biblijnej opowieści o Zulejce i Putyfarze. I Józefie, rzecz jasna.
I zawiera piękny motyw kosmyka włosów - prawie jak słoty kosmyk Izoldy :)
Przy okazji polecam świetnego bloga http://historiestarozytnychcywilizacji.blog.onet.pl/
Zaś dla rozweselenia naszego smutnego Egipcjanina: http://www.youtube.com/watch?v=f55JBN3sWV0
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)