sobota, 1 lutego 2014

Na dzis al-Ghazali. Sięgam niekiedy książkę Karen Armstrong " Historia Boga", ktora odrobinę zahacza o pseudofantastykę historii religii, a poglądy, ktore prezentuje, są infantylne, ale daje porządną dawkę inspiracji, wiedzy( jak rowniez niestety, paplaniny, z którą nie ma się nawet ochoty polemizować). Jakkolwiek dzięki Karen odrobinę rozjasniła mi się kwestia kalamu. I poznałam al- Ghazalego:)
Ale zanim słowo o nim, jeszcze pewna uwaga nt. zdumiewającego współbrzmienia pewnych zagadnień filozofii srednich wieków w trzech religiach abrahamowych. Te same zagadnienia porusza scholastyka, kalam, jak i mysl żydowska. Tak samo Tomasz wykrzykuje "słoma, słoma", jak Ibn Sina rzuca falasafę , zarówno uniwersytety Europy klócą sie o powszechniki i uniwersalia, jak i zastanawiają się nad tym zagadnieniem zajęci Arystotelesem w wersji Plotyna Arabowie. Problem stosunku istoty Boga do jego atrybutów frapuje na równi Majmonidesa, aszarytow+ mutazylitów, jak i Tomasza.
Zaś Al- Ghazali... Lubię go za dwie rzeczy. Pierwsza, mniej istotna, to jego dociekliwe badanie wszystkich odłamow kalamu, falasafy i mistycyzmu (piekny warsztat) co dalo mu krytyczne podejscie do kalamu i rozważań emanacjonistów. Al- Ghazali widział w tym naiwność (i, mam nadzieję, pychę), ładnie zbijał dogmatyczne konstrukcje (np. Pytając w jaki sposob dystans i niewiedza o ludzkim doswiadczeniu moze byc dla Odleglego Bytu Koniecznego scorem +10 do doskonalosci), wreszcie zapytał, czy ktoś kiedykolwiek miał do czynienia z produktem eksportowym Plotyna, czyli emanacją i jak ona pachnie.
Ale najbardziej lubię go za inną rzecz. Al Ghazali od tego całego kalamu popadł... w kliniczną depresję. I nawet najlepsi medycy Bagdadu nic nie wskórali!

Jak tylko o tym przeczytałam, od razu miałam ochotę go uściskać. Bardzo przyzwoita reakcja!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz